kamuflaze zespol-muzyczny warszawa rock alternatywa
  • Bio
  • Teksty

Kontakt

kamuflazeband@gmail.com
+48 665 691 818

© 2026 Kamuflaże. Wszystkie prawa zastrzeżone


ogień

ktoś podłożył ogień pod nasz świat
palą się lasy
wszyscy ogłaszają alarm
pod stopami
ziemia nam się rozpada

zdziwione biegiem zdarzeń
posmutniały kamienne twarze
jak to się stało?
wszystko mieliśmy pod kontrolą
a może padło
za dużo o jedno słowo?

alarm!
obraca się koło sansary
alarm!
grawitacja przestaje działać
między nami

może kiedyś cię znajdę
w innym wymiarze


pastelowe

poruszyły się spokojne fale
zmieniły w sztorm
z głębokiego dna
porwał mnie prąd
noc przechodziła w dzień
dzień przechodził w noc
w ciemnych szczelinach
był mój dom

moje dziwne
pastelowe kamuflaże
hipnotyzują
fascynujące miraże
tylko dla ciebie
tylko dla ciebie
ukrywam się
przed tobą

poruszyły się spokojne fale
niepewne perspektywy
na horyzoncie zdarzeń
opadamy na dno
opadamy na dno
tam będziemy
już na zawsze razem

pomyślałem ostatni raz
było warto oddać świat
za ciebie


cały ten czas

idziesz przez las
gdzie cisza i zimny wiatr
drogą wydeptaną
przez tysiące
minionych lat
przed czym uciekasz
i dokąd zmierzasz
– ja idę z tobą
przez cały ten czas

przez cały ten czas

w plecaku masz
stary jesienny płaszcz
a w kieszeniach
dziurawych spodni
parę wspomnień
może komuś je dasz?
i choć czujesz się sam
ja jestem z tobą
przez cały ten czas

cały ten czas


kran

(tekst: Estera Prugar-Wójcicka)

jesteśmy padnięci, siedzimy przy stole
woda się grzeje, szumi nam w głowie
ja patrzę na ciebie, ty lecisz po niebie
śniegi topnieją, dzieci się śmieją
zepsuł się kran

ty plujesz sarkazmem na długie dystanse
ja dystans buduję przez drzwi
butelki słuchawki, zepsute zabawki
zepsuł się kran

nocne rozmowy, nasze nałogi
twój czarny humor, mój niemy krzyk
patrzyłem jak gaśniesz, czekałaś aż zasnę

aż na balkonie nam mija dzień
ty patrzysz w gwiazdy, ja modlę się
przepraszasz, dziękuję, za grzechy żałuję
robisz jedzenie, ja włączam film
kran już nie cieknie, czy masz ochotę na sen?


dziki świat

znów ten uliczny tłum
chce porwać mnie
tak bardzo
chciałbym być sobą
gorsze myśli znowu
dopadają mnie

a ty jesteś tu
zupełnie sama
stoisz tu
jak fatamorgana

gorsze myśli znowu
dopadają mnie
tak bardzo
chciałbym być sobą
tak dużo
kiedyś działo się
a ty jesteś tu
zupełnie sama

wszyscy zamknęli drzwi
wszyscy zamknęli okna
na nasz dziki świat

gdzieś na żoliborzu
urwał nam się film
przez otwarte okno
z domu wylatywał dym
nasze spocone czerwcowe noce
nasze samotne cudowne noce


krk-wwa

zakochałem się
w pociągu
relacji kraków-warszawa
w otwartych oknach
i dymiących papierosach
w ciemnych butelkach
z tanim winem
za pięć złotych
w rozgrzanych siedzeniach
w dziwnych marzeniach
w snach na ramieniu
jakiegoś pasażera

zakochałem się
w pociągu jadącym do domu
w małym światełku
w ostatnim przedziale
ostatniego wagonu
nad jej skupioną twarzą
o czym tej nocy inni marzą?
czy istnieje ważniejsza sprawa
od jej oczu
w pociągu relacji kraków-warszawa?

zakochałem się
w pociągu relacji
kraków-warszawa
i teraz się zastanawiam
kiedy wysiądziesz stąd
jak długo jeszcze
będziemy jechać we dwoje?

zakochałem się w pociągu relacji kraków-warszawa


noc w dolinie motyli

noc w dolinie motyli
rozerwany kokon
i został tylko jeden krok
ostatni nad krawędzią

i pierwszy skok za tobą
trzymasz równowagę
lecisz coraz wyżej
powietrze już wibruje!
skrzydła jak burze
iskry się sypią
na podniesione głowy
co tam się dzieje w górze?!

i powstał wiatr ogromny
fale przykryły głuche miasta
już płoną lasy
pospadały wszystkie gwiazdy
na pustych ulicach
tańczą nowe atomy
a ty leć
leć coraz wyżej, leć

leć coraz wyżej
ponad ciemny pył
nie ma już nikogo


świeczki

w naszym domu
ostatnio zamieszkał strach
pajęczyny w kątach
na zewnątrz zimny wiatr
w płomykach świeczek
teatr cieni, drga ten świat
dziwne kształty za oknem
domu, w którym zamieszkał strach

ja ciebie też
ty bardziej mnie
niesie się cicho echo słów
na dalekim tle
nie mogę, nie chcę
nie wytrzymam
spalam się
w płomykach świeczek
ale ja ciebie, a ty mnie

dziwne rzeczy dzieją się
wracamy wciąż pomimo słów
i krótkich spięć
wytarłaś kurz z moich oczu
ja z twoich też
płomyki świeczek gasną już
za oknami dzień

ja ciebie też
ty bardziej mnie
panuje spokój już
wszystko co miało wydarzyć
wydarzyło się
niosą się nasze szepty
echa ucichły na godzinę
lub dwie
ja ciebie też
ty bardziej mnie

wciąż w głowie miał jej smak
choć już zapomniał co
i jak szybko
minął czas od kiedy
chodzili osobno spać
i zaczął rzucać
wiele słów na wiatr
ona też zapomniała jak
pierwszym razem
dostała od niego
na dworcu wielki żółty kwiat

gdy go spytała któregoś dnia
jak długo jeszcze będziesz męczył nas
zrób coś z tym
albo będziesz sam
kocham cię, ale…
mówiła mu tak
aż pewnego zwyczajnego dnia
z jednego zrobiło się dwa
a gdy wychodził chyba słyszał jak
w myślach coś mówi mu
idź
idź sam

tysiące spadających gwiazd
na niebie przez tyle lat
historie rozwiane jak
stary domek z kart
na więcej nie było stać
nie dało się więcej dać
próbowałem
próbowałam
a teraz idź sama
a teraz idź sam!

Privacy Preference Center

Privacy Preferences